kolia z szafirami i ametrynami w żółtym złocie 18k

Nieśmiertelna klasyka

Nieraz klasyka kojarzy się z czymś pospolitym i opatrzonym. Dla wielu to coś oczywistego, wręcz nadużywanego. Tego typu poglądy powodują, że znacząca część dzisiejszych projektantów odchodzi od klasyki i stara się wyznaczać nowe trendy we wszystkich dziedzinach sztuki. Z jakim skutkiem?

Często wiąże się to z odrzuceniem dziedzictwa wypracowanego przez poprzednie pokolenia. Stopniowo zacierają się granice między tym, co piękne i brzydkie, kunsztowne i kiczowate, cenne i bezwartościowe. Powoduje to pewnego rodzaju szum informacyjny wywołujący dezorientację i swoisty niepokój charakterystyczny dla XXI w.

Odrzucenie zasad

Tego typu tendencje widoczne są nie tylko w sztuce, a ich źródłem jest, tak naprawdę, odrzucanie zasad i wartości, które kiedyś były świętością, a obecnie się je rozwadnia i uważa za staroświeckie. Do czego to doprowadziło? Kiedyś każda biżuteria powstawała w rękach artysty, który tworzył z myślą o ludziach. Dzisiaj chęć zysku spowodowała, że ręce zastąpiono maszyną, rękodzieło – produkcją, a myśl o innych – myślą o sobie. Na każdym kroku stykamy się z masówką, wyzyskiem i bylejakością. Wystarczy popatrzeć na polski rynek jubilerski. Został on po prostu zagarnięty przez parę dużych firm, z których co najmniej dwie importują większość swojego towaru kontenerami z kraju spod znaku czerwonego smoka.

Czasami czuję się, jakbym należał do wymierającego gatunku, nieudolnie walczącego o przetrwanie, bo nawet w międzynarodowych kręgach artystów i rękodzielników dostrzegam przykre tendencje świadczące o utracie tożsamości i negowaniu elementarnych wartości. Powszechny jest egoizm i technokratyczne wycinanie wzornictwa tasakiem – najpierw w “Kadzie” (CAD – rodzaj programu służącego do projektowania trójwymiarowych obiektów na komputerze), a potem laserem w kostce mydła. Efekt końcowy przypomina kolejną odsłonę serii Transformers, do którego jest dołączony tylko jeden przycisk: “Like”.

Renesans czy oszustwo?

Może i ja jestem po prostu staroświecki? Przecież nowoczesna technologia ułatwia tworzenie i daje możliwości, o których ludzie mogli tylko pomarzyć. W dobie Internetu błyskawicznie rozwijają się wspaniałe pomysły, które kiedyś były nie do zrealizowania. A na dodatek podoba mi się sztuka nowoczesna. W takim razie w czym problem? Skoro wspomniałem o sztuce nowoczesnej, rozważmy to na przykładzie malarstwa abstrakcyjnego. Przez ostatnie dziesięciolecia kierunek ten przechodzi niebywały rozwój. Ale jak odróżnić w nim artyzm od kiczu? Jak ocenić, co w tym malarstwie naprawdę jest sztuką? Nieraz odnoszę wrażenie, że zwyczajnie padam ofiarą oszustwa. Patrzę na obraz, w którym nie widać ani kunsztu, ani warsztatu, ale na wernisażu autor opowiada historię złotej ciżemki o swojej pracy w tak podniosłym stylu, że biedny człowiek zaczyna się zastanawiać: “Może coś w tym jest…?”. To samo można zaobserwować we wszystkich dziedzinach sztuki, a to udawanie jest jak profile na Instagramie: puste niczym wielkanocne wydmuszki.

Niewyczerpane źródło inspiracji

Co to wszystko ma wspólnego z biżuterią? Otóż lekiem na masową produkcję bezwartościowych, zimnych wzorów, których celem jest zaspokajanie czyjejś chciwości jest klasyka. I nie mam tu na myśli tworzenia biżuterii w stylu retro – chodzi o sposób myślenia, zastanowienie się, skąd przyszliśmy i dokąd zmierzamy, zamiast żyć dewizą: “Jedzmy i pijmy [najlepiej cudzym kosztem], bo jutro pomrzemy”. To właśnie klasyka, czyli dziedzictwo poprzednich pokoleń, jest źródłem ogromnej wiedzy i inspiracji.

Umiejętność przekucia tego dorobku w nową jakość dla dobra innych świadczy o kunszcie i wysokiej kulturze artystycznej. To troszkę jak z muzyką klasyczną. Najpiękniejsze i najbardziej złożone kompozycje, z których czerpią inspiracje całe pokolenia, pochodzą właśnie z klasyki. Jej wartość jest niepodważalna. Pomijanie tego fundamentu jest jak budowanie domu na piasku – w najlepszym wypadku nietrwałe. Z biżuterią jest identycznie, bo zasady są te same. Wystarczy się przyjrzeć, jak wyglądają wyroby, w które oprawia się najdroższe brylanty. Za 100, 200 lat nie stracą nic na swoim wyglądzie. Dlaczego? Ponieważ klasyka jest nieśmiertelna.